plaże2aDla nas, współczesnych plażowanie to w skrócie skąpe stroje kąpielowe kobiet, kremy do opalania z filtrem UV, tłumy na piaszczystym brzegu i hałas. A tymczasem, gdy dawniej turyści, lub kuracjusze przyjeżdżali w nasze okolice po to, by zażyć kąpieli, robili z tego cały rytuał. Na przełomie XIX i XX wieku ludzie zaczęli przekonywać się do wypoczynku nad wodą. Korzystano też ze słońca, aczkolwiek nadal trendy była blada i delikatna cera u Pań. Gdybyście kiedyś zastanawiali się, co oznacza powiedzenie „błękitna krew”,to chodzi nie mniej nie więcej tylko o to, że blada cera powoduje silne zarysowanie się na skórze naczynek krwionośnych. Stąd wrażenie, że krew w żyłach jest „błękitna”.

Na pomorskie plaże ściągali turyści z południowych landów Rzeszy,odkrywając nasz Bałtyk. Najeżdżali plaże w Unieściu (Nest), Mielnie, czy w nieistniejących już Czajczach (Deep).

Warto wspomnieć kilka zdań o tej nie istniejącej już osadzie. Była to wieś typowo rybacka, jej mieszkańcy łowili ryby i węgorze. Osada Czajcze według niemieckich źródeł powstała w średniowieczu Czajcze stanowiło raptem kilkanaście chałup, krytych strzechą. Otaczało je od południa jezioro Jamno, natomiast od północy – Bałtyk. Niemiecka nazwa osady Czajcze:Deep, oznacza płynącą wodę z kanału w pobliżu wsi.

Mieszkańcy nadmorskich terenów uznali wczasowiczów co najmniej za odmieńców i ludzi ...głupich. No bo kto przy zdrowych zmysłach wchodzi do wody (nieraz bardzo zimnej!), wydaje niepotrzebnie pieniądze i wbrew zdrowemu rozsądkowi leży godzinami w prażącym słońcu, albo przesiaduje w budzie, czyli w wiklinowym koszu na plaży?
Źle było widziane, że miejscowych traktowano poufale, z góry, choćby klepiąc ich po plecach. Wczasowicze przy żeglowaniu nie potrafili ocenić kierunku ani odległości, nie znali się na sile wiatru, niewiele wiedzieli o chmurach i co one wróżą. Do tego światowi goście przywozili zgorszenie- stroje kąpielowe robiły się coraz skromniejsze i zaczęła się moda plażowa.


U starszej generacji budziło to zgorszenie. Pierwsze kostiumy kąpielowe były w kolorze jaskrawym. Stroje te od szyi do kolan zdobiono falbankami. Bawełna, z której wykonano uniform przylegała do ciała i dawało to kąpiącemu swobodę ruchów. Z czasem dla kobiet wymyślono czarne kostiumy do kolan, a dla mężczyzn trójkątne kąpielówki. Co ciekawe, w kąpieliskach nie było wspólnych kąpieli, kobiety osobno i mężczyźni też. Wyznaczano godziny dla każdej płci. Okazało się też, że na wczasowiczach można nieźle zarobić. Obcość w stosunku do „przyjezdnych” zaczęła zanikać, sezonowych gości należało jak najlepiej obsłużyć, a kto wie, może zechcieliby znów przyjechać?

Ludzie udostępniający wczasowiczom byli najczęściej rybakami. Żywność pochodziła z własnych rodzinnych, skromnych gospodarstw i połowów z Jeziora Jamno i morza. Wszyscy rybacy w Unieściu mieli też swoje pseudonimy, lub nosili kolejny numer. Na przykład: Wilhelm Parnow III (Sołtys),Wilhelm Lewin (Butter-Lewin), Wilhelm Rutzen II, Rudolf Erdmann (Raudi), Friedrich Kloth II (Baron),Emil Holz (Długi Emil)Unieście nie zapewniało komfortu, ani wygód. A mimo to, ludzie tu ciągnęli. Szukali odpoczynku, wyciszenia. Nie było koszy plażowych, letnicy musieli sami je sobie zbudować. Musieli sami sobie gotować, bo gospodarze zajęci połowami i obowiązkami nie mieli na to czasu.

 

W miarę jak poznawano lecznicze, wzmacniające i hartujące oddziaływanie kąpieli morskich zaczęto zakładać kąpieliska w nadbrzeżnych osadach rejencji koszalińskiej. Tak zasłynęły wspomniane plaże w Mielnie, Chłopach, Sarbinowie i Łazach. Już od 20-tych lat XIX wieku rolę kąpielisk zaczęło spełniać Mielno. Pobliskie Chłopy były w tym okresie "mało odwiedzane bądź nawet całkowicie omijane przez gości". Prawdziwy boom nastąpił dopiero po uruchomieniu linii kolejowych Stargard-Koszalin (1859) i Koszalin-Kołobrzeg (1899) wraz z możliwością dojazdu do Mielna, kąpieliska nadmorskie naszego regionu stanęły otworem dla ruchu wczasowo-turystycznego.

 

Początki ruchu turystycznego na wybrzeżu koszalińskim w okresie letnim wyglądały co najmniej skromnie. Najczęściej wynajmowano przyjezdnym zwykłą izbę w pokrytej strzechą chacie chłopskiej. A właściciele? Sypiali w ciągu sezonu w stodole, byle tylko uzyskać dodatkowe dochody. W zakresie wyżywienia goście zdani byli na te produkty żywnościowe, które można było zakupić u miejscowych, albo sprowadzić z Koszalina. Wyjątek stanowiła w roku 1873 osada Unieście, gdzie w miesiącach letnich czynnych było kilka restauracji. Szacuje się, że liczba osób, które przebywały w miesiącach od lipca do października we wszystkich kąpieliskach powiatu koszalińskiego rosła z roku na rok i z czasem szła w tysiące.


Niestety, sporo kłopotu przysparzali amatorzy plażowania organom administracji państwowej i zarządom kąpielisk. Administracja kąpielisk strzegła swych gości przed natręctwem ludzi postronnych. Usiłowano tez zapobiegać coraz częściej zdarzającym się nieszczęśliwym wypadkom w czasie kąpieli. Ruch wczasowy w nadmorskich miejscowościach powiatu koszalińskiego nasilał się . W lecie 1930 roku odwiedziło nasze plaże blisko 6 tys. osób. Spory odsetek stanowili mieszkańcy Berlina, część wczasowiczów przybywała z Saksonii, Brandenburgii ze Śląska. A że wypoczynek nad Morzem Bałtyckim był wtedy synonimem luksusu (paradoksalnie patrząc na ceny teraz, nabieramy takiego samego przekonania) , to letnicy stanowili przekrój warstw zamożniejszych, ze względu na wysokie koszty utrzymania i zakwaterowania. Z drugiej strony, wczasowicze oznaczali ograniczenia. Rybakom nie wolno było przybijać do brzegu i rozwieszać i sieci, pływać łodzią i kotwiczyć w odległości mniejszej niż 2 tysiące kroków od miejsc kąpielowych. Łamanie punktów regulaminu skutkowało wysokimi karami pieniężnymi. Turystyka nadmorska, kąpieliska, były także wyznacznikiem zmian w gospodarce i spowodowały „przestawienie się” wielu rodzin rybackich na wynajem kwater. Powstawały też ośrodki kąpieliskowe, zapewniające wysokiej klasy luksus i wygodę.


Jak bardzo różniły się one od popularnej u nas rybackiej chaty, z dużym, czterospadowym dachem krytym słomą. Letnicy przydali się. Poważniejsze zmiany w pomorskim rybołówstwie, które nastąpiły w XIX wieku wymusiły na rybakach nowe przepisy, które wprowadziły ochronę gatunków zagrożonych i zakaz połowów w okresie tarła. Zabroniono zanieczyszczania zatruwania wód, stosowania do połowu tak zwanych grzebieni i ogłuszania zwierząt pod wodą. Stosowane dotychczas do produkcji sieci len i konopie zostały zastąpione głównie przez bawełnę. Tak więc do zmian w rybackich osadach przyczynił się rozwój nadmorskiej turystyki i uzdrowisk. Dla wielu stało się to pewnym, stałym, źródłem dochodów.
W promocji wypoczynku nad Bałtykiem pomogła nam organizacja przewozów. Na trasie Koszalin-Mielno zaczął kursować wóz pocztowy. Był to 12 miejscowy, trzykonny powóz. Wybudowany odcinek szosy z Mścic do Mielna i Unieścia spowodował ożywienie ruchu turystycznego. Z resztą ogromne znaczenie dla rozwoju Mielna jako kąpieliska miało otwarcie w roku 1903 linii kolejowej. Dawało to możliwość urządzania krótkich wycieczek, zwiedzania okolicy. Stosunek wczasowiczów do mieszkańców miał się niemal jak 3 do 1 (w Mielnie mieszkało przed I wojną światową jakieś 1000 osób).
Moda na plażowanie przywędrowała nad nasze morze z Anglii i Francji dopiero w XIX w. Dla kąpiących się w morzu budowano przebieralnie – budki ustawiane wzdłuż brzegu dla ochrony zażywających kąpieli przed oczami gapiów. Wejście do wody ułatwiały drewniane pomosty. Plażowanie odbywało się początkowo bezpośrednio na piasku lub ławkach i krzesełkach, ale na początku XX w. pojawiły się wiklinowe kosze. Można odnosić wrażenie, że plażowanie było kiedyś czymś wstydliwym, nagannym. Nie do końca jest to prawda.

 

Na pewno każdy wczasowicz musiał dostosować się do określonych reguł panujących na plaży. Przede wszystkim z kąpieli morskich można było korzystać tylko w ściśle wyznaczonych miejscach. Kobiety zakładały do kąpieli długie, płócienne koszule, lniane, wełniane i jedwabne płaszcze kąpielowe, oraz czepki chroniące włosy przed zmoknięciem. Panowie nierzadko kąpali się ...nago. Przed długi czas stroje kąpielowe uważano za niewygodne i niepraktyczne (dziś wielu by się z tym zgodziło). Twierdzono również, że osłabiają lecznicze działanie wody morskiej. Skoro tak, to medycy, którzy zalecali kąpiele nago. W niektórych miejscach obowiązywał zakaz używania lornetek w pobliżu zakładów kąpielowych. Zakaz wstępu do miejsc kąpielowych miały osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu.
Przebywający nad morzem kuracjusze musieli pamiętać o tym, że to głównie forma terapii. Angielski lekarz Robert White w 1775 roku opracował listę podstawowych zasad, których przestrzeganie miało gwarantować bezpieczny przebieg kuracji. Zalecał ostrożność przy wchodzeniu do wody po nadmiernym wysiłku fizycznym, odradzał zakładanie jakiegokolwiek stroju kąpielowego, doradzał umiarkowane ćwiczenia fizyczne i kąpiel na czczo, z samego rana. Za najodpowiedniejszą porę dla morskich kuracji uznał miesiące letnie, od czerwca do września. Wymogi stawiane przez XIX-wieczną medycynę powodowały, że kąpiele w morzu wiązały się z określonym rytuałem. Jednym z nich były wozy kąpielowe, które miały najczęściej formę niewielkiego drewnianego domku, nakrytego dachem i osadzonego na czterokołowym wozie. Urządzenia te były wprowadzone przede wszystkim z myślą o osobach słabych i chorych. Stosowano je z małym powodzeniem na przykład w Gdańsku.

 

Wspomniałem o o koszu plażowym. To praktyczny wynalazek, który został skonstruowany przez Wilhelma Bartelmanna w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Kosz ten stał się synonimem plażowania i przyjął na naszych plażach. Plażowania jakże innego, od towarzyszącego nam współcześnie.

Tomasz Wojciechowski

 

tekst ukazał się w papierowym wydaniu tygodnika koszalińskiego "Miasto"

Dodaj Temat

 baner balticinfo ogród bisss

 

upiotra1ab

 

ekosunreklama1ab

 

 

PRAXISreklamalogo

 reklama.e.warzynska

 

reklamamchecinski1

 

 

polanareklama1 2

 

 

 

 

e.sztorc.banner

 

 

 

 
 
 
 
MAPA STRON I II
stat4u