cezarykO zatrudnianiu Ukraińców w Polsce, najnowszym busometrze ZPP i o sytuacji przedsiębiorców rozmawiamy z Cezarym Kaźmierczakiem, prezesem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

- Fundacja Warsaw Enterprise Institute, w której władzach Pan jest, opublikowała ostatnio raport dotyczący imigracji ukraińskiej w Polsce. Wynika z niego, że nie powinniśmy się bać przyjmować do pracy osoby pochodzenia ukraińskiego, oraz jest to jakieś remedium na brakujących pracowników na rynku pracy. Na masowy powrót Polaków zza granicy raczej liczyć nie możemy. Część Polaków zwyczajnie nie chce też pracować, woląc korzystać z programu 500+ i dorabiając w tak zwanej "szarej strefie". Ilu -według Pana wiedzy Ukraińców pracuje już w Polsce?
- W Polsce oficjalnie pracuje już 600 tysięcy Ukraińców. Należy do tego doliczyć jakieś 200-270 tysięcy osób pracujących na czarno. Praca w Polsce to dobra alternatywa dla wielu Ukraińców, ze względu na sytuację polityczną i gospodarczą w ich kraju, mam tu na myśli choćby konflikt z Rosją. Wielu Ukraińców pracuje na stanowiskach typu produkcja, ale też zdarzają się pracownicy średniego szczebla technicznego. Z tym, że wtedy problemem jest komunikacja, bariera językowa bywa poważną przeszkodą, zwłaszcza gdy trzeba porozumiewać się specjalistycznym językiem.

- Jak sobie z takimi przeszkodami językowymi radzą firmy?
Znam wiele przypadków, gdzie przedsiębiorcy sami zakładają szkoły języka polskiego na Ukrainie, lub też kierują pracowników do którejś z prywatnych placówek, uczących języka polskiego. Trzeba podkreślić to jasno, Polacy nie chcą pracować za minimalne wynagrodzenie wykonując obsługę taśmy produkcyjnej, czy w innych mniej prestiżowych zajęciach. Personel techniczny- ten niższego, ale też i wyższego stopnia zatrudniony w firmach zarabia za mało, pojawia się więc i tam problem z zatrudnieniem. Przejawem tego jest konkurencja finansowa, podkupowanie pracownika kosztem jego przywiązania do firmy. Jeśli przedsiębiorcy będą chcieli zadbać o wykwalifikowanego specjalistę, będą musieli płacić większe pensje.
- Jak Ukraińcy szukają w Polsce zatrudnienia? Są jakieś pilotażowe programy, umowy?
- Nie, nie ma. Pracowników z Ukrainy szukają na własną rękę polskie firmy, wiele osób korzysta także z oferty agencji pośrednictwa pracy, to coraz bardziej popularna forma.
- Wiele firm produkcyjnych szuka sposobu na pozyskanie pracowników. Przedsiębiorstwa mają plany rozwoju, uruchomienia nowych linii produkcji, produktów, tymczasem nie ma kto pracować. Czy faktycznie powinniśmy opierać się tylko na Ukraińcach, czy szukać może na Białorusi?
- Powiem tak: procedura ściągania pracowników z Ukrainy nie jest specjalnie skomplikowana, ale należy się spodziewać że Ukraińcy pracujący w Polsce za chwilę pojadą za pracą dalej, do innych krajów Europy, jeśli tylko będzie się im to opłacać finansowo. Proszę zauważyć, że Niemcy, czy Francja są bardzo mocno za wprowadzeniem ruchu bezwizowego, oraz rozwiązań takich jak powszechnie dostępne wizy studenckie. Wszystko po to, by zdobyć pracowników- tanią siłę roboczą. Jeśli chodzi o własne interesty gospodarcze, to Niemcy są szybcy i sprawni. Co do pracowników z Białorusi, to trochę ich na naszej "wschodniej ścianie" pracuje, ale do Polski przyjeżdżają niechętnie. Sytuacja na Białorusi różni się zresztą od tej na Ukrainie.
- Przejdźmy do wyników ostatniego busometru, udostępnionego przez ZPP. Wynika z niego, że przedsiębiorcy z niepokojem patrzą w przyszłość. Wskaźnik tak zwanego Indeksu Busometr ZPP jest najniższy od początku 2016 roku. Ponownie zapytaliście przedsiębiorców małych i średnich firm o ich opinie na temat sytuacji gospodarczej w Polsce. Prognozy nie są zadowalające  – wartość Indeksu w I półroczu 2017 roku to 38,38 pkt. Dla porównania, w analogicznym okresie - I półrocze 2016 roku - 46,19 pkt.
- No właśnie, paradoksem jest, że nie ma istotnych i realnych zdarzeń gospodarczych, które uzasadniałyby ten pesymizm. Myślę, że te nastroje spowodowane są głównie poprzez beznadziejną politykę informacyjną rządu w sprawach gospodarczych. Myślę tu głównie o kakofonii informacyjnej w sprawie tzw. podatku jednolitego. Stopa bezrobocia w Polsce jest najniższa od 25 lat, widać, że w tej chwili wchodzimy na rynek pracownika.
- Polskie małe firmy nie mają lekko. Podwyżka ZUS w tym roku, podniesienie płacy minimalnej, a więc wysokie koszty utrzymania pracownika, brak zainteresowania państwa tym, co dzieje się z polskimi firmami -przyzna Pan, że to wszystko może denerwować przedsiębiorców?
- Oczywiście. Tym bardziej, że jak wspomniałem już, polityka informacyjna rządu jest żadna. Nie oznacza to, że propozycje rozwiązań dla biznesu ministra Morawieckiego poszły w zapomnienie. Wiem, że są bardzo powoli, lecz jednak wdrażane. Ruszy temat tak zwanego małego ZUSU dla firm, o miesięcznym obrocie do 5 tysięcy złotych. Tu szefowej ZUS należy się pochwała. Myślę, że doczekamy się realizacji tej inicjatywy jeszcze w I kwartale tego roku. Osobiście, nie wyobrażam sobie by ktoś kto będzie miał akurat w danym miesiącu dochód 1000 zł , zapłaci 1200 złotych ZUSu.
- Nie mniej, patrząc na to jak zachowują się nasze elity rządzące mam wrażenie że przedsiębiorcy są dla polityków dojnymi krowami, które mają obowiązek ich utrzymywać. Nie uważa Pan, że nie kreuje się w Polsce wizerunku osoby samodzielnej, przedsiębiorczej?
- To niestety prawda, polskie rządy zawsze traktowały biznes jako źródło dochodu narodowego, rzadko kiedy oferując coś w zamian. Tymczasem w Polsce jest ponad 2 miliony różnych podmiotów gospodarczych. To ogromna liczba. Warto pamiętać, że są to właśnie osoby przedsiębiorcze, ceniące niezależność, pracowite, które budują polską gospodarkę.

Rozmawiał:
Tomasz Wojciechowski

Więcej o busometrze ZPP: tutaj.

Dodaj Temat

 reklama balticbd

calidozaworarka

polanareklama1

 

lechbudholenderska1

 

inwestbohwawy

banerekfotowoltaika210x240px3

 

 

balticinfopl

 

dermalogicalogo1


logonieruchomosci ew1

logopraxis

pamprofil

 

4mobile

banerbogurscy
 banerek1
logo just
 
MAPA STRON I II
stat4u