Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Aktywność w pandemii? Najlepiej z aparatem fotograficznym

Mieszkanka Koszalina, Maria Pluta jest opowiada nam w rozmowie i tym czego brakuje jej w czasie pandemii koronawirusa i dlaczego warto realizować swoje fotograficzne pasje.

-Pandemia to duże zmiany w naszym życiu, również pod kątem realizowania pasji i spędzania wolnego czasu. Jak Pani sobie z tym poradziła?

-Pandemia w dużym stopniu przewróciła mój świat do góry nogami. Ograniczyła aktywność, przede wszystkim na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Brakuje mi osobiście cotygodniowych wykładów, spotkań z koleżankami. Także wyjazdów na juwenalia do Warszawy, gdzie fotografowałam występujące koleżanki tancerki i chórzystki, a i sama brałam udział w konkursach fotograficznych i literackich. Fotografowałam imprezy UTW i czasem wyjazdy tancerek na okoliczne regionalne występy, czy regionalne juwenalia. W czasie pandemii, życie towarzyskie zostało znacznie ograniczone.

Ale znalazła Pani na to sposób. Proszę powiedzieć, jaki?

-Na szczęście pandemia nie ograniczyła mi możliwości wychodzenia z domu, z aparatem. Jadę nad morze, lub zostaję w mieście.. Odwiedzam z aparatem las komunalny, idę do parku poobserwować łabędzie.Teraz zdecydowanie więcej czasu poświęcam na fotografowanie. Zdjęcia zaczęłam robić dopiero po przejściu na emeryturę, kiedy trzeba było zagospodarować pojawienie się wolnego czasu, którego w życiu zawodowym zawsze brakowało. Lubię przyglądać się naturze, ludziom, miastu, morzu, ptakom, deszczowi. Pomyślałam, by zacząć to utrwalać, by móc powrócić do zaobserwowanych obrazów i przeżyć na nowo emocje związane z obrazami. Wpierw były kursy organizowane na UTW, które zostawiły niedosyt.

-Niedosyt? W jakim sensie?

-Nie chciałam, by to aparat mnie prowadził, jak w słynnym sloganie Kodaka „wciśnij guzik, my zrobimy resztę”. Dzisiejsze aparaty to umożliwiają, nie trzeba wiedzy, są programy tematyczne i można pstrykać. Chciałam mieć kontrolę i poznać technikę robienia zdjęć. I tak trafiłam do CKU cudownej szkoły, gdzie dowiedziałam się o współzależności trójkąta fotograficznego (iso, czas, przysłona), które pozwalają kontrolować aparat i robić tak jak ja chcę. Myślę, że na naukę nigdy nie jest za późno, przychodzi ona łatwiej, jeśli jestem ciekawa przedmiotu który jest moją pasją.

-Jest Pani zatem życiową optymistką?

Staram się być pozytywnie nastawioną do świata. Może zabrzmi to jak banał, ale życie jest piękne w każdym jego aspekcie i drugiej szansy nie otrzymam, więc staram się żyć tu i teraz. Robić to co kocham, to co sprawia mi największą przyjemność i nie przejmować się sprawami, na które nie mam wpływu. Nie wiem, czy można się tego nauczyć, staram się w otaczających mnie zjawiskach i ludziach widzieć rzeczy dobre i na nich się skupiać. To pomaga mi zachować optymizm i dystans we wcale niełatwych dzisiejszych czasach. Lepiej być życiowym optymistą, zamartwianie się zabiera dobrą życiową energię, którą mogę wykorzystać w mojej pasji fotograficznej.

-Słuchając Pani mam wrażenie, że fotograf jest jednak artystą…

Ktoś powiedział, że tematy leżą zawsze najbliżej nas, na ulicy, na wyciągnięcie ręki i tam ich szukam. Mówi się też, że fotografia to malowanie światłem. To prawda, ale ja światło widzę również w kałuży, w której przegląda się latarnia, w lśnieniu mokrego bruku, w odbiciu kropli wody na liściu, w odbiciu witryny sklepowej. Każda pogoda, nawet bez światła jest okazją do robienia zdjęć. To mgła, deszcz, noc, pochmurny dzień, kiedy chmury tworzą doskonałą blendę i kolory są pięknie nasycone a szczegół czytelny. Czy fotograf musi mieć duszę artysty? Myślę, że tak. Malarz artysta w plenerze utrwalając na płótnie np. pejzaż, ma wiedzę o kompozycji, rozkładzie światła, cieni. To podstawa. Fotografujący powinien też taką wiedzę posiadać, aby odbiorca nie miał zaburzonego poczucia estetyki. Myślę, że fotograf przede wszystkim powinien umieć patrzeć z wrażliwością i empatią na otaczający świat. Dyskutuje się, czy fotograf jest twórcą, czy odtwórcą… Bo jednak utrwala to co zastane, a jednocześnie pokazuje to na swój subiektywny sposób, więc jeśli stwarza to jest twórcą i poniekąd artystą.

-Zatem Pani Mario, czy fotografia to dobre remedium na koronawirusa?

-Myślę, że czasy covidowe są wyjątkowe i unikalne w skali całego świata. Już sam ten fakt sprawia, wiele osób bierze do ręki smartfon, aparat i utrwala obrazy związane z pandemią: ludzie w maseczkach, opustoszałe ulice miast. Zdjęcia mogą być w przyszłości cennym dokumentem. Fotografowałam puste ulice i miejsca użyteczności publicznej, ale wolę ulice pełne ludzi, samochodów, gwaru miasta, śmiechu. Pusta ulica to martwa ulica.

– Proszę jeszcze przybliżyć, jakie są Pani uubione motywy fotograficzne?

Najbardziej fotograficznie inspiruje mnie morze. Niby to samo, a zawsze inne z malowniczymi zachodami, wrzeszczącymi mewami i kutrami w przystani rybackiej. Lubię też, kiedy jest posępne, wzburzone. Lubię nasz park, podobnie ulice miasta, które przegląda się w witrynach, mało uczęszczane zaułki. Nocny Koszalin jest bardzo klimatyczny. Ciekawią mnie ludzie w ich codziennym życiu, zabieganiu, i ci których życie wyrzuciło na margines.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Registration disabled