Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Dobra logistyka to postawa dla dużych wyzwań

Grzegorz Bakowicz prowadzi razem z żoną firmę świadczącą usługi przeprowadzek.

Prawie 5 tysięcy sztuk mebli, 13 miast i tylko dwa tygodnie. Tak można podsumować zlecenie, które zrealizowała właśnie koszalińska firma Baktrans, zajmująca się przeprowadzkami w kraju i za granicą. O tym, jak wyglądało to zadanie i jakim wyzwaniem było, opowiada nam Grzegorz Bakowicz, właściciel firmy.

Panie Grzegorzu, pod koniec lutego wygraliście przetarg ogłoszony przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Zlecenie to polegało na załadunku prawie 5000 sztuk mebli z magazynu Zarządu Zlewni w Łowiczu, następnie meble te musieliście przetransportować do 13 jednostek regionalnych w miastach takich jak Szczecin, Gdańsk, Wrocław, Gliwice, Kraków, Białystok, Lublin, Rzeszów, Przemyśl, Jasło, Krosno, Stalowa Wola, Poznań. Do tego dochodził rozładunek na miejscu. Jak wyglądało w praktyce zrealizowanie tego zadania? Bo przyzna Pan, że zadanie wyglądało na karkołomne.

-Faktycznie takie było i cieszę się, że udało nam się zmieścić w umówionym terminie 2 tygodni. W praktyce możliwe było to dzięki zaangażowaniu naszego całego zespołu i naszych 7 samochodów, jak i dzięki znalezieniu podwykonawców i zorganizowaniu dodatkowego transportu. W pewnym momencie meble przewoziło po kraju 12 dodatkowych ciągników siodłowych z naczepami (tirów). Zacząłem od rozpisania harmonogramu i podziału zadań, ustalając że jednego dnia będzie następował załadunek, drugiego natomiast nastąpi wyładunek i magazynowanie mebli w zorganizowanych wcześniej magazynach, przestrzeniach. Udało się to, chociaż nie obyło się bez małych przygód po drodze.

Koordynował Pan całością prac z Koszalina?

-Nie, to byłoby niewykonalne. Nasz zespół skupił się tylko na wykonaniu tego zadania i przez dwa tygodnie przebywaliśmy w Łowiczu oraz na terenie miejscowości, w których akurat nasza firma robiła rozładunki. Każde miasto , w którym miał odbyć się wyładunek, musiało być zaplanowane osobno.

Nie bał się Pan, widząc na miejscu taką ilość mebli, oczekujących na transport?

-Oswoiłem się z tym widokiem już wcześniej bo przecież nikt nie podjąłby się realizacji takiego zlecenia w ciemno. Przed złożeniem oferty musiałem pojechać do Łowicza, zobaczyć z czym przyjdzie nam się zmierzyć i czy podołamy. Na szczęście te wszystkie meble biurowe-biurka, szafy, krzesła, fotele, kanapy, znajdowały się w jednym ogromnym magazynie, który znajdował się na poziomie zero. Odeszło więc czasochłonne znoszenie, przenoszenie, wykorzystywanie specjalistycznego sprzętu do przenoszenia.

A jak przebiegała trasa przewozów ładunków?

-W pierwszej kolejności zaczęliśmy od transportu mebli w miejscowościach najbliżej Łowicza, nastąpił też podział zadań. To znaczy, nasz podwykonawca rozładowywał meble na terenie całego Podkarpacia, Krakowa, Gliwic oraz Lublina, my wzięliśmy na siebie Wrocław, Białystok, Poznań, Gdańsk i na końcu Szczecin, z którego wróciliśmy do Koszalina. Dodam, że pracami załadunkowymi zajmował się tylko nasz zespół. Oznaczało to, że każdego dnia robiliśmy załadunki do dwóch miejscowości jednocześnie. Gdyby nie zgranie oraz dyscyplina w naszym zespole ciężko byłoby wykonać całe zadanie w dwa tygodnie.

Odbyliście więc swoiste tournée po Polsce. Jak wrażenia z realizacji zadania?

-Tak duże realizacje nie zdążają się w naszej branży często. Było to duże wyzwanie logistyczne i organizacyjne, nauczyło nas ogromnej cierpliwości, opanowania i tego, że nie wszystko idzie zawsze tak jak chcemy. Takie wyzwania dyscyplinują, uczą szukania awaryjnych rozwiązań, podejmowania szybkich decyzji, pracy pod presją czasu. Oczywiście, to także dobra okazja do nawiązywania nowych kontaktów zawodowych, biznesowych.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Registration disabled