Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Fotografia zbliża do ludzi

Woytek Szwey to nie tylko fotografik, ale osoba ciekawa świata i ludzi, obywatel świata, który dzieli swój czas pomiędzy Polskę a Kanadę. Najbardziej lubi podróże z aparatem w ręku, a biorąc po uwagę to że pracował m.in. kilkanaście lat na statku pasażerskim i włóczył się po USA, ma co wspominać. Opowiada nam o swojej pasji.

Opowiadał mi Pan, że na dobre zaraził się fotografią w wieku 16 lat gdy trafił do ogniska plastycznego. Kto Pana wówczas wprowadził w świat fotografii?

-Tak naprawdę Marek Józków, który był tam instruktorem i którego znał mój ojciec. Krok po kroku wciągała mnie fotografia, tym bardziej że dostałem w drugiej klasie liceum plastycznego aparat ZORKA-4 i zacząłem sobie nim „pstrykać”. Z resztą mam go do dziś i wciąż działa! Tak naprawdę od małego nasiąknąłem duchem sztuki, bo mój ojciec był między innymi dyrektorem koszalińskiego muzeum i BWA. Fotografia spowodowała że „złapałem bakcyla” i uczyłem się, poznawałem techniki, sposoby robienia zdjęć, był też konkursy, takie jak zwycięskie Fotokonfrontacje w Gorzowie Wielkopolskim. To jak z każdą pasją- gdy ją mamy, uczymy się szybciej, chętniej, łatwiej. Pasja dodaje skrzydeł.

Potem opuścił Pan Polskę. Kiedy i jak?

-Cóż, po maturze zdawałem na studia, na grafikę do Gdańska ale się nie dostałem. Potem uczyłem się w studium nauczycielskim- przyznam szczerze między innymi po to, by nie iść do wojska, gdyż nauka zwalniała z obowiązkowego poboru. W 1986r. załapałem się na pielgrzymkę do papieża, do Włoch. Na miejscu „dałem nogę” i nie wróciłem już do kraju. Do Polski przyjechałem po 5 latach, już z obywatelstwem Kanady. Za granicą, właśnie w kanadzie ukończyłem studia z projektowania graficznego. Potem pracowałem w agencji fotograficznej, wysłano mnie do Ameryki, gdzie robiłem tak zwane społeczne reportaże. Miałem wtedy 27 lub 28 lat i z aparatem przemierzałem USA, to było coś niesamowitego- przestrzeń, wolność, poznawanie ludzi. Ta „droga fotografa” towarzyszy mi cały czas i do tej pory najbardziej lubię po prostu włóczyć się z aparatem. Chociaż jest coś w fotografii, co nie spowodowało u mnie szybszego bicia serca. To fotografia sportowa, która choć bardzo interesująca, jakoś jest mi obca. Co innego fotografowanie ludzi i miejsc.

No i dodać do tego trzeba epizod ze statkami pasażerskimi…

-Tak, w międzyczasie założyłem własną, jednoosobową firmę i wylądowałem w Miami. Tam zacząłem pracę na statkach pasażerskich, gdzie byłem fotografem. W sumie przepływałem ponad 10 lat. Obecnie nadal jestem jedną nogą w Kanadzie, mam obywatelstwo tego kraju, ale sprawy rodzinne i życie osobiste spowodowało że mieszkam w Polsce, w Koszalinie. Tak to już jest, człowiek wyrósł w Kanadzie, a jednak ciągnie go do Polski, jest w tym trochę nostalgii i tęsknota.

-Pomówmy teraz o twórczości i fotografii. Ludzie lubią się fotografować, portretować?

-Większość nie lubi siebie na zdjęciach i wiele osób nie ma dobrych portretów, które zrobił fotograf. A tymczasem kompleks siebie na zdjęciach można zwalczyć, potrzebna jest atmosfera rozluźnienia, komunikacja, rozmowa podczas sesji. Dopiero gdy się z daną osobą porozmawia, pozna ją, włącza się aparat i przystępuje do pracy. Z dłoni, kształtu padającego światła, spojrzenia, można utworzyć kompozycję, która pokaże emocje człowieka, jego naturę. I powiem więcej, nie ma ludzi niefotogenicznych, brzydkich. U każdej osoby można wyeksponować piękno. Za to bardzo cenię fotografię- zbliża do ludzi, nie nudzi się, powoduje nowe wyzwania.

-Fotograf to artysta?

-Oczywiście! Tak jak fotografia jest sztuką, a świetne zdjęcia można sprzedać za wysokie kwoty. Ale w fotografii nie chodzi o jakość sprzętu, ale o wiedzę jak posługiwać się nim. Moje doświadczenie sięga jeszcze fotografii analogowej i wiem, że należy pamiętać przy robieniu zdjęcia o tym, skąd pada światło, o ustawieniu przesłony. Nawet najbardziej nowoczesny sprzęt tego za fotografa nie zrobi, chociaż dziś każdy może być fotografem- pstrykać fotki i je udostępniać. Z prawdziwą fotografią, jako sztuką ma to jednak niewiele wspólnego.

-A dlaczego tak upodobał Pan sobie robienie zdjęć w konwencji black and white? Czemu czerń i biel?

-Kolor w zdjęciach jest bardzo fajny, ale nieumiejętne jego wyeksponowanie może spowodować stłamszenie fotografowanej osoby. Zdjęcia robione w czerni i bieli to magia, niedopowiedzenie, aura tajemniczości. Do tego taka fotografia jest bardziej uduchowiona, bogatsza.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Registration disabled