Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Historia powinna być dostępna dla każdego

Rozmowa z Tomaszem Kosem, pasjonatem i badaczem historii Koszalina.

– Chociaż mieszka Pan na co dzień w Berlinie, to pochodzi z Koszalina. Nie przeszkadza to jednak Panu w odszukiwaniu często bardzo interesujących materiałów, dotyczących historii naszego miasta i okolic. Pojawiają się one często na łamach jednej z grupna facebooku, poświęconej dziejom Koszalina.Jak zaczęła się Pana fascynacja dziejami Koszalina?

Można śmiało powiedzieć, że już w szkole podstawowej fascynowała mnie historia, chociaż przez pewien czas ta pasja przegrała z muzyką. Muzykowanie w różnych formach poza szkołą, pracą zawodową, w wojsku, towarzyszyło mi przez wiele lat. Natomiast już ponad 10 lat temu mogłem zaobserwować w internecie pewne działania, dotyczące historii Koszalina. Byli niemieccy mieszkańcy tego miasta interesowali się swoją dawną ojczyzną. Pytali, gdzie można się zatrzymać, co można obejrzeć, czy stoją jeszcze dawne budynki. Tak więc powstała znowu pewna nić z miastem, które opuściłem w 1985r. Co do wspomnianej grupy działającej na facebooku, to do społeczności „Dawny Koszalin i okolice” zostałem zaproszony przez założycieli, Sebastiana Sawickiego i Wioletę Nyc. Co ważne, zawodowo nikt z nas nie jest historykiem ani kolekcjonerem. Ale poprzez nasze kontakty i zainteresowania historyczne, uzupełnione dostępną lekturą w postaci książek jak i wersji internetowych w tzw. „domeny publicznej” zebrały się pewne materiały, które warto przekazać dalej. A ich odbiorcami są właśnie członkowie naszej grupy, która ostatnio dosyć się rozrosła.

Materiały, informacje, które Pan udostępnia są o tyle ważne, że z jednej strony mają oparcie w materiałach, źródłach, z drugiej zaś- są na tyle swobodne w treści, że pozwalają zainteresować się tematem laikowi. Czy chodzi o to, by historia miejsc, ludzi, była przekazywana w sposób prosty, ciekawy dla zwykłego Kowalskiego? I czy sądzi Pan że młodzież też zaczyna się fascynować tajemnicami historii?

Dla mnie tak właśnie powinna być przekazywana historia, w taki sposób, w jaki Pan to ujął. Historia to nie tylko daty, ale osoby, miejsca, zdjęcia, materiały, któe powinny być dostępne dla każdego. Najważniejsze, że na ciekawe historie nie trzeba czekać, tak jak jest to w przypadku ksiażki, na tworzenie której potrzebny jest określony czas. Ba, czytanie tutaj nic nie kosztuje. Dzialamy za darmo, bez żadnych dotacji, czyli bez czerpania z kieszeni podatników. Co do młodzieży- trudno odpowiedzieć. Poznawanie historii wymaga cierpliwości. W dzisiejszych czasach młodzież ma wszelkie możliwości spędzania wolnego czasu. Tutaj potrzebny jest atrakcyjny sposób aby młodzież historią zainteresować. Ja próbuję propagować historię poprzez swoje posty. Miejscowi koszalinianie mają więcej możliwości, na miejscu jest muzeum, różne grupy rekonstrukcyjne. Są osoby które zbierają artefakty i są gotowi dzielić się z innymi. Ta różnorodność powinna być bardziej eksponowana. Jak już wspomniałem, materiały moje są złożone. Właśnie dlatego są dosyć wiarygodne, ponieważ na pewien określony temat znajduję informacje w kilku źródłach. Bazuję na materiałach raczej mało znanych i w dotarciu do nich pomaga mi znajomość języka niemieckiego. Szczególnie starsze materiały pisane są innym językiem, pewne określenia, nazwy czy format czcionek dzisiaj już nie ustępują. Mogę dodać, że doskonalę przy tym moją znajomość języka.

Wspomina Pan wiele ciekawych tematów. Jednym z nich jest fabryka pocisków V-1 które montowano w Koszalinie, również temat rakiet V-2. Czy wiemy coś więcej na ten temat? Z montażem pocisków V-1 w Koszalinie wiąze się nazwisko właściciela fabryki mebli, Ericha Bunde. Przewija się też osoba gen. Dornbergera, komendanta wojskowego ośrodka badań rakietowych w Peenemünde i szefa rozwoju broni rakietowej Wehrmachtu. Wiem, że sporo materiałów uzyskał Pan od osoby z muzeum w Penemünde…

– Rok temu zainspirował mnie internetowy artykuł w jednym z portali dotyczących Koszalina, mówiący o Wunderwaffe, czyli broni odwetowej i jej związku z Koszalinem. Nie podano tam jednak konkretnych źródeł, co dało mi impuls do własnych poszukiwań. Zatem tak, V-1 produkowano w Koszalinie. Nie tylko serię próbną, ale i produkcję masową. A było to w ówczesnej fabryce mebli należącej wspomnianego Ericha Bunde. Zakład był zlokalizowany przy obecnej ul. Żwirki i Wigury. Fabrykę zmilitaryzowano, nadając jej nazwę Montagewerk „Cham”. Było to miejsce dobre, oddalone od zasięgu alianckich bombowców. Potwierdzają to dokumenty zdobyte w muzeum Penemünde, miejscowości, gdzie to wszystko się zaczęło. Oprócz tego, potwierdzają to publikacje nie tylko dziennikarzy ale też np. książka „Penemünde- West.”, której autor był inżynierem pracującym przy konstrukcji tej broni. On, pracownicy muzeum oraz wnuczek właściciela fabryki mebli w Goleniowie (produkującej również V-1) dla mie na to niezbite dowody. A jeszcze rok temu temat ten nazwany został „primaaprilisowym żartem”…

A rakiety V-2? Również znajdziemy tu akcent koszaliński…

-Owszem, zdalnie sterowane rakiety V-2 są związane z Koszalinem. Szkolono z ich odpalania i sterowania w Koszalinie, praktycznie- „na sucho”- w Bornym Sulinowie. Prawdziwe odstrzały odbywały się we wsi Blizna w woj.Podkarpackim, oraz później, z powodu zbliżającego się frontu, w Wierzchucinie- w rejonie Borów Tucholskich. Generał Dornberger zarządził by w koszarach przy ul. 4 Marca nauczano ich obsługi, sterowania. Powodem podjęcia tej decyzji było wcześniejsze zbombardowanie Penemünde. Koszalin był wtedy bezpiecznym zakątkiem. Potwierdzają to również pracownicy naukowi oraz liczne publikacje niemieckie mówiące o tym zagadnieniu, np. książka „V2 gefrorene Blitze” autorstwa Wolfganga Gückelhorna i Detlera Paula. W szerszym temacie broni V polecam też książkę Marka Dudziaka pt. „W poszukiwaniu Wunderwaffe”. Tam również jest wzmianka o Koszalinie.

Lotnisko w Koszalinie. /facebook/ Dawny Koszalin i okolice

Skoro już jesteśmy poniekąd w temacie lotnictwa, pomówmy o wizytach Hitlera w Koszalinie, co miało miejsce m.in. z wyborami do Reichstagu w latach 30-tych ub. wieku. Przylot Hitlera znany był jako „Hitlertag” i z tej okazji powstała nawet pamiątkowa odznaka. Warto wspomnieć też o fabryce samolotów Luft Verkehrs Gesellschaft…

– W niektórych przekazach czytamy o dwukrotnej wizycie Hitlera w Koszalinie. Według moich wiadomości, przybył on lądując na koszalińskim lotnisku dokładnie 24 października 1932r. W celach agitacyjno- przedwyborczych. Przemówienie swoje wygłosił na terenie przyległej do lotniska firmy AMBI. Na tą okoliczność faktycznie wyprodukowano pamiątkowe odznaki, propagujące dążącą do władzy partię NSDAP. Inne jego wizyty w okolicy nastąpiły już po wybuchu II wojny światowej. Specjalnym pociągiem przyjechał 4 września 1939r. do Połczyna- Zdroju, po czym dzień później odwiedził zmilitaryzowane Borne- Sulinowo. Przytoczyć tutaj można jeszcze jego udział w pokazie działania największej armaty świata- Dory. Było to z 18 na 19 marca 1943r. na poligonie w Darłówku. Wspólnie z wysokimi oficerami oraz znanym wszystkim cywilem, Ferdinandem Porsche, był świadkiem podwójnego odpalenia 80 cm „Dory”. Pozostając przy lotnictwie… W roku 1914 na terenach przy ul. Morskiej powstało lotnisko wraz z fabryką samolotów LVG. Równolegle prowadzona I wojna światowa przyczyniła się do rozkwitu budowy samolotów oraz szkolenia pilotów. Jej przegranie położyło kres tym poczynaniom. Fabryka zmieniła profil produkcji oraz nazwę. Lotnisko pozostało wprawdzie, lecz było sporadycznie wykorzystywane w celach przewozu poczty. W polskim już Koszalinie, starsi mieszkańcy pamiętają odbywające się tam, pokazowe loty.

Na koniec naszej rozmowy proszę jeszcze o kilka zdań o sobie?

-W Berlinie mieszkam od 1985r., o czym już wspomniałem. Od dawna jestem już dziadkiem, zaprzestałem muzykowania, zwolniłem też z życiem zawodowym. Natomiast uczę młodych ludzi aspektów ślusarstwa i mechaniki. Czekam, chyba jak my wszyscy na lepsze czasy, by znów móc zobaczyć coś ciekawego. Szczególnie lubię kraje środziemnomorskie za ich pejzaż i architekturę.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

V-1 / foto: wikipedia.pl

V-1, czyli Vergeltungswaffe-1, znana jako „broń odwetowa nr 1”. Był to bezpilotowy samolot odrzutowy, któego prototyp odbył próbny lot na poligonie w Penemünde 23 grudnia 1942r. Dzięki materiałom jakie zdobyła Armia Krajowa na temat V-1, udało się zaalarmować Brytyjczyków, któzy dokonali nalotu na poligon w Penemünde w sierpniu 1943r., co spowolniło znacznie postęp prac nad budową V-1 oraz V-2. Ostatecznie wyrzutnie V-1 zlokalizowano na północnym wybrzeżu Francji a pierwszy pocisk V-1 został wystrzelony na Londyn w czerwcu 1944r. Już po lądowaniu aliantów w Normandii. Do końca wojny wyprodukowano blisko 32 tys. V-1 z czego wystrzelono dokładnie 10 492 szt. Z tego 2000 z nich uległo zniszczeniu tuż po starcie a 1847 zostało zniszczonych przez samoloty myśliwskie. Ostatecznie na Londyn spadło prawie 2500 V-1, powodując smierć 6184 osób i rany u 17 981 osób. Dane techniczne: długość: 7,90m, rozpiętość: 5,30m, masa startowa: 2180 kg, maks. Prędkość: 656 km/h, zasięg: 240 km, głowica: 850 kg mat. wybuchowego.

V-2, czyli Vergeltungswaffe-2, znana jako „broń odwetowa nr2”. Była to pierwsza, użyta bojowo rakieta balistyczna. Została skonstruowana przez zespół dr Wernera von Brauna, jej pierwsza udana próba odpalenia nastąpiła w październiku 1942r. Po zbombardzowaniu Penemünde, Niemcy kontynuowali doświadczenia z nową bronią w rejonie wsi Blizna. Masową produkcję tych rakiet Niemcy rozpoczęli we wrześniu 1943r. Ostatecznie, w wyniku działań wojennych i zniszczenia wyrzutni V-2 we Francji, odpalano je z terenu Holandii od września 1944r. aż do marca 1945r. w liczbie ok. 5500 szt. Celami były Antwerpia, Bruksela i Londyn. Dane techniczne: średnica rakiety: 1,65m, długość: 14,03m, ciężar w pozycji startowej: 13000 kg, waga ładunku wybuchowego: 975 kg, prędkość: do 5500 km/h, zasięg do 380 km.

Wywiad ukazał się także w wydaniu Tygodnika Koszalińskiego Miasto z dn. 2.04.2021r.

Registration disabled