Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Małe firmy bez pomocy dalej sobie nie poradzą

Rozmowa z Bogumiłem Gołąbkiem, Wiceprezesem Zrzeszenia Kupców i Przedsiębiorców w Koszalinie.

– Czy firmy małe, które należą do Zrzeszenia Kupców i Przedsiębiorców w Koszalinie radzą sobie w obliczu pandemii?

– Jesteśmy organizacją, zrzeszającą podmioty gospodarcze głównie z sektora handlu i usług, są to firmy usługowe, rzemieślnicy, niewielkie firmy, zakłady. Na pewno firmy związane z szeroko rozumianą turystyką, gastronomią czy hotelarstwem przeżywają ciężki okres. Te które posiadają możliwości finansowe w formie oszczędności, starają się przetrwać – dosłownie. Ponadto nie jest łatwo przebranżowić się, bo zawsze mamy do czynienia z kosztami wejścia na nowy rynek oraz zakończenia działalności w dotychczas prowadzonym. Mówimy wtedy o barierach wejścia i wyjścia z rynku.

– Czy wsparcie z tarcz, urzędów jest dla firm – pana zdaniem – odczuwalne?

– Z jednej strony zasadniczym problemem jest to, że ciężko jest opracować i wdrożyć zasady wsparcia, które w obiektywny sposób pomogą konkretnym przedsiębiorcom, branżom, czy rodzajom firm ze względu na wielkość zatrudnienia albo osiągane obroty. Musimy mieć tego świadomość. Ale z drugiej strony, skoro zakazuje się lub istotnie ogranicza prowadzenie działalności gospodarczej, powinno się przygotować i niezwłocznie skierować stosowną pomoc. I to w taki sposób, aby każdy otrzymał pomoc umożliwiającą przetrwanie okresu zakazu, czy ograniczeń które zostały narzucone na poszczególnych przedsiębiorców. Nie chcę się w tym miejscu wypowiadać na temat zasadności czy legalności wprowadzenia zakazów przez Rząd – bo wolę odnosić się do sytuacji jaka ma miejsce, a nie zastanawiać się nad tym co by było gdyby… To już pozostawiam każdemu do indywidualnego rozważenia. Podsumowując, bezwzględnie pomoc kierowana jest w sposób nieadekwatny do potrzeb i niestety nie trafia do tych, którzy zostali najbardziej pokrzywdzeni zaistniałą sytuacją, czy też wprowadzonymi zakazami lub ograniczeniami.

– Czy mikroprzedsiębiorcy w większości nadal prowadza działalność? I jakie mają rokowania na przyszłość?

– Ci którzy mogą, prowadzą swoje firmy – tak jak to zazwyczaj na wolnym rynku bywa. Dla części przedsiębiorców są to czasy hossy, dla innych, w większości – bessy, odnosząc się do terminów giełdowych. Zamknięta firma zazwyczaj musi korzystać z zapasów, jeśli się one wyczerpią to zasadniczo rozważana jest decyzja dotycząca zamknięcia działalności. Przedsiębiorcy cierpliwie wyczekują przywrócenia normalności, a te branże związane z turystyką niecierpliwie wyczekują na to, iż obostrzenia zakończą się przed rozpoczęciem sezonu i będą w stanie choć w części odrobić straty i przetrwać.

– Czy dalsze ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej przez Rząd jest z punktu widzenia biznesu zasadne?

– Ciężkie pytanie. W zasadzie to stoję na stanowisku, że gospodarce oraz samym przedsiębiorcom powinno się zostawiać jak najwięcej swobody. Trzeba nakreślić ramy i pozwolić im działać. To jak w mechanizmach rynkowych – popyt i podaż wzajemnie na siebie wpływają i powodują równowagę rynkową w idealnej gospodarce. Czyli moim zdaniem powinno się dążyć do jak najmniejszych ograniczeń. Edukacja i wskazywanie sposobów na zachowanie bezpieczeństwa powinny być głównymi wyznacznikami – w tym podejścia w pandemii. To samo dotyczy podatków (dochodowych, VAT czy innych danin), które moim zdaniem powinny być jak najmniejsze, ponieważ podatnicy sami wiedzą jak wykorzystywać nadwyżki finansowe – zarówno firmy jak i gospodarstwa domowe.

– A jak wygląda sytuacja rolników? Czy ich również dotknął spadek dochodów?

– W związku z tym, iż jestem kwalifikowanym doradcą restrukturyzacyjnym, spotykam się często z przypadkami wymagającymi restrukturyzacji, jak również tymi gdzie jest już za późno na pomoc. Wprowadzone obostrzenia odbijają się echem w przeróżnych branżach, o których nie mamy świadomości. Weźmy dla przykładu np. producenta ziemniaka jadalnego przeznaczonego np. na frytki. Wiosenny „lockdown” oraz ten obecny pogrążył część gospodarstw specjalizujących się w jego produkcji. Ograniczenie funkcjonowania restauracji, barów czy sieci fastfood-ów spowodowało znaczne ograniczenie produkcji frytek – brak klientów i wstrzymanie produkcji. Dostawcy nie chcieli odbierać ziemniaków na frytki, a rolnicy nie mieli gdzie ich sprzedawać. Ceny surowca zostały znacznie zmniejszono np. do 15-20% normalnych cen, co spowodowało, że jeśli nawet udało się je sprzedać, to przychód nie pokrył kosztów ich produkcji… Co w efekcie jest ogromnym problemem dla producenta – rolnika. A tutaj również pomocy od Państwa dla tego typu producenta nie ma.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Autor zdjęcia: Studio Prototypownia

Rozmowa ukazała się także w koszalińskim tygodniku „Miasto” w dn.5.03.2021r.

Registration disabled