Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Na Grunwaldzie fajnie jest!

kkrgrunwaldOddział orków rodem z „Władcy Pierścieni”, tekturowy czołg na polu bitwy… Czy to bitwa pod Grunwaldem? Tak, ale w jednej z corocznych inscenizacji. O swoim udziale w tych wydarzeniach opowiadają nam członkowie Koszalińskiej Kompanii Rycerskiej, Adrian Gojdź i Bartłomiej Zielonka.

– Od jak dawna Kompania jeździ pod Grunwald?

– Od 2001 roku, więc już parę ładnych lat.

– Jak wygląda sam wyjazd, przygotowanie do bitwy? 

– Na Grunwald wyjeżdżamy już prawie tydzień przed sama bitwą. Pakujemy cały sprzęt na przyczepkę i wyruszamy w kilkugodzinną podróż. W odtwórstwo historyczne bardzo często bawią się całe rodziny. Nie jest więc niczym niezwykłym wspólny wyjazd par, rodziców z dziećmi, czy nawet całych rodzin. Przed samą bitwą każdy z oddziałów uczestniczy w manewrach organizowanych przez dowódcę. W piątek odbywa się też próba generalna, zaś sobota to już przygotowania przed samą bitwą: czyszczenia sprzętu, ostatnie poprawki i wymarsz na pole bitwy.

– Ekwipunek i stroje są z epoki. A samo otoczenie- obozowisko, namioty, nocleg?

– Nie tylko stroje, ale cały nasz sprzęt wzorowany jest na źródłach historycznych pochodzących z okresu okołogrunwaldzkiego (przełom XIV i XV wieku).

Staramy się jak najlepiej odtwarzać ubiory, zajęcia i życie ludzi za czasów średniowiecza, stąd posługujemy się sprzętem i narzędziami, które były wtedy dostępne. Niektórzy potrzebują chwili czasu by przestawić się ze spania w wygodnym łózku na słomiany siennik w namiocie.

– Który do tej pory Grunwald był według was najlepszy?

– Ciężko ocenić. Każdy Grunwald jest inny i ma w sobie coś magicznego. Bardzo dobrze wspominamy ten w 2011 roku, kiedy opadł cały zgiełk związany z rocznicą z roku poprzedniego i impreza ponownie stała się bardziej otwarta na samych odtwórców historycznych.

– Czyli ntegracja pod Grunwaldem jest?

– Jest i to cały czas! W samym obozie już podczas jego zabawy pełno jest żartów i pracy całkiem na luzie. Potem wieczorami we wspólnym gronie pod wiatami czy przy ognisku siedzimy niemal do białego rana. Największą popularnością cieszą się turnieje rycerskie, łucznicze i turniej konny. Mamy również turniej bardów, turniej szachów, nocne turnieje łucznicze czy spontaniczne korowody przez obozy. Cały czas można spotkać kogoś znajomego, z kim można pogadać na wspólne tematy.

– Czy zawsze wygrywają Polacy? Czy bywa śmiesznie i na luzie pod Grunwaldem?

– 3 lata temu pod Grunwaldem padało tak mocno, że pola bitwa nie było widać zza ściany deszczu. Nam takie warunki niestraszne, ale wojska polsko- litewskie długo zastanawiały się, czy warto do bitwy wychodzić i już bardzo blisko byliśmy wygranej. Ostatecznie, niestety Jagiełło pogonił ich i na bitwę się stawili. Natomiast co roku przed bitwą odbywa się próba generalna, na której tradycją stało się już przebieranie całych oddziałów w najróżniejszy sposób. Wtedy dopiero widać luz odtwórców. Najciekawsze przebrania jakie pamiętam to oddział moherowych beretów, orki z Władcy Pierścieni, oddział post apokaliptyczny w stylu Mad Maxa i wiele innych. Ba, kilka lat temu jedna z chorągwi „wjechała” na pole czołgiem zrobionym z tektury. Wyobraźnia uczestników jest niezmierzona. Nieraz taką próbę obserwuje niemal tyle samo widzów, co sobotnią bitwę.

– Bartku, jako krzyżacki łucznik byłeś kiedyś pod Grunwaldem ranny czy zabity?

– „Giniemy” co roku, broniąc słusznej sprawy. W przeciwieństwie jednak do wojsk polskich, po każdej bitwie wstajemy i pełni sił wracamy, by walczyć za rok. Mamy nadzieję, ze za którymś razem w końcu uda nam się wygrać!

 

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

 

Więcej o miłośnikach koszalińskiego rycerstwa znaleźć można na stronie internetowej Koszalińskiej Kompanii Rycerskiej.

Registration disabled