Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Quistorp i ratowanie dawnych cmentarzy

Rozmowa z Wiktorem Możdżerem, prowadzącym stowarzyszenie Denkmal Pomorze, które zajmuje się odkrywaniem miejsc pochówków, renowacją starych poniemieckich cmentarzy i działalnością historyczną.

– Niedawno udało się wam dotrzeć do nieznanych zdjęć miejsca, gdzie faktycznie pochowany został wielki filantrop i szczeciński przedsiębiorca Johannes Quistorp i jego najbliższa rodzina. Jak trafiliście na ten ważny ślad?

-To była odrobina szczęścia w tym co robimy. Utrzymywaliśmy korespondencję z wieloma osobami, które związane były z rodziną Quistorpów a także z samą rodziną. Nie ustajemy w poszukiwaniach materiałów na temat ośrodka Betania oraz Johannesa Quistorpa. A tu nagle dostajemy maila z dwiema fotografiami, z początku ubiegłego stulecia. Obie fotografie przedstawiają to samo miejsce w odstępie kilkunastu lat, widać jak zmieniał się teren cmentarza. Niestety kadr nie obejmuje miejsca pochówku fundatora – Johannesa Quistorpa, ale jest na nim pomnik, który był przez lata uznawany za miejsce jego pochówku. Mamy tu potwierdzenie, to czego juz udowodniliśmy, że ów miejsce nie jest tym za które było uznawane, a właściwym miejscem pochówku Johannesa Quistorpa jest to przez nas wskazane.

Może przybliżmy sylwetkę samego Quistorpa? Dlaczego ta postać jest tak ważna?

-Johannes Quistorp urodził się w Greifswaldzie w 1822 roku. Do szczecina przybył w 1846 roku i tu rozpoczął swoja karierę jako przedsiębiorca. W 1850 roku założył własną firmę a przez lata dorobił się ogromnego majątku. Był właścicielem kilu fabryk, m.in.cegielni. Posiadał wiele dóbr ziemskich. Najważniejsze jednak jest to, że przez całe swoje życie wspierał socjalnie ludzi, swoich pracowników a także osoby chore. Był fundatorem szczecińskiego zakładu opiekuńczego Betania, w którym zapewniano opiekę medyczną osobom na które nie było na to stać. Na ternie zakładu 1891 roku utworzono cmentarz na którym grzebano pacjentów, pracowników. Na tym cmentarzu także spoczął sam Johannes Quistorp (zmarł w 1899 roku) oraz jego syn Martin Quistorp (1861-1929). Ustaliliśmy, że jeszcze w latach 80-tych na terenie cmentarza znajdowały się pojedyncze groby, widoczny był też grób Martina Quistorpa. W późniejszych latach z powierzchni zniknęły wszystkie nagrobki. W wyniku naszych działań odnaleźliśmy kilka elementów nagrobnych m.in. Wilhelminy Quistorp (1830-1886). To było bardzo ważne odkrycie – zobaczyć na nagrobku, w świetle dziennym nazwisko Quistorp. Dało nam siłę do kolejnych działań.

Czy na terenie Szczecina udało się wam ostatnio odkryć jakieś nowe zapomniane fragmenty nekropolii, nagrobki?

-Szczecin w obecnych granicach miasta zawiera ponad 90 miejsc, gdzie istniały bądź istnieją cmentarze. Większość to obszary, które zamieniono w parki, place, tereny zielone, nieużytki. W zasadzie, gdzie by nie próbować tam znajdzie się jakiś fragment tego co było. Na terenach niezabudowanych np. parki, pozornie teren jest równy i można sądzić, że już nic nie ma z dawnego założenia cmentarnego. Wchodzimy na teren i po godzinie trafiamy na płytko zalegające nagrobki. Tak było np. w Szczecinie Dąbiu, gdzie w parku przy ul. Puckiej do dnia dzisiejszego odnaleźliśmy kilkanaście nagrobków. Nie jesteśmy w stanie przeszukać całości terenu, gdyż jest ogromny, ale już teraz zauważyliśmy, że wykładając odkryte płyty w szeregu w jednym miejscu, ludzie widzą, że był tu cmentarz i jest świadomość, że stąpają po mogiłach.

Według Pana wiedzy, jak dużo jeszcze poniemieckich cmentarzy- opuszczonych, zapomnianych, może znajdować się na terenie naszego województwa? Co można zrobić, by je zachować, odnowić?

-Jak podają dane statystyczne w roku 2019 w województwie zachodniopomorskim znajdowało się 3081 miejscowości. Zakładając, że każda z nich posiadała cmentarz a niektóre nawet kilka, to mamy w naszym województwie około 4 tysięcy miejsc pochówku. Większość z nich po wojnie została zlikwidowana, ale są do dnia dzisiejszego po nich ślady. Wystarczy spojrzeć na przedwojenne mapy i dość łatwo namierzymy cmentarze. Nie ma możliwości, by przywrócić ich stan sprzed 1939 roku, ale możemy ocalić je od zapomnienia. W tymi kierunku działamy. Jest coraz więcej grup i społeczników, którym nie jest obojętny los tych miejsc, to jest bardzo budujące. Rośnie społeczna świadomość i szacunek do miejsc pochówku. My jako Denkmal Pomorze pracujemy na cmentarzach przez cały rok. W dniu Wszystkich Świętych nie czynimy jakichś spektakularnych akcji. W tym dniu świętujemy i wspominamy to co już osiągnęliśmy. Na pewno zapalimy znicze w miejscach, w których pracowaliśmy. Tam szczególnie potrzebny jest płomień światła w tym szczególnym dniu. Są cmentarze, gdzie pali się tylko jeden znicz, właśnie ten nasz.

Każdy nagrobek to jednocześnie pewna historia człowieka. Staracie się nieraz dociekać czegoś więcej o pochowanej w danym miejscu osobie ?

-Zdarza się, że trafiamy na potomków osób z nagrobków. Czasem jest to wynik naszych poszukiwań a czasem przypadek. Np. przez facebooka natrafił na nas potomek Karla Steinhofela, którego nagrobek znaleźliśmy na jednym ze zlikwidowanych cmentarzy. Znajomość zaowocowała tym, że otrzymaliśmy fotografię nagrobka z roku 1935, zdjęcia samego Karla Steinhofela i wielu fotografii z przedwojennego Szczecina, gdyż wnuczka karla pracowała w szczecińskim zakładzie fotograficznym. To jeden z przykładów, ale było ich więcej. Dla nas to największa nagroda, gdy odnajduje się rodzina. Wtedy czujemy, że warto robić to, co robimy.



Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Zdjęcia: archiwum Denkmal Pomorze


Registration disabled