Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Wakacje czas zacząć

„Wakacje, znów będą wakacje. Na pewno mam rację. Wakacje będą znów” śpiewał swego czasu kultowy kabaret OT.TO. I oto nadeszły. Upragnione i upalne wakacje. Co to oznacza? Tłumy na plażach, obłożenia w hotelach i prywatnych miejscach noclegowych. Nad Bałtykiem ruszył sezon. Mimo, że znów narzekać będziemy na ceny i tłok, to turystów nie zabraknie.

Już w maju widać było w Kołobrzegu ożywiony ruch. Na molo spotkać można było grupy spacerujących wczasowiczów, a z rozmów wynikało że przyjechali oni w znacznej ilości ze Śląska aby podkurować swoje zdrowie. Te hotele i pensjonaty, które przetrwały, szykowały się na długo oczekiwane zluzowanie covidowych obostrzeń. Uzupełniano więc personel, dokonywano remontów, malowano budynki z zewnątrz. Punkty gastronomiczne jeszcze po cichu, ale już były nieśmiało otwierane. Na przybyłych nad Bałtyk gości, chcących wydać pieniądze czekały stragany z zabawkami i gadżetami, budki z lodami i przekąskami i moc innych atrakcji. Mimo, że woda w morzu była jeszcze zimna, amatorów opalania na plaży nie brakowało. O tym, by nosić maseczki czy o dystansie społecznym nikt nawet nie myślał, bo żar lał się z nieba i trudno było oddychać przez tkaninę. A jak jest teraz?

Gdzie moje piwo kobieto?!

Na przykład w Sarbinowie – urokliwej i bardzo popularnej w sezonie miejscowości z fajną, spacerową promenadą, masą ośrodków wypoczynkowych i starym, pięknym kościołem – natkniemy się na sporą rzeszę przyjezdnych z Warszawy, Mazowsza, południa kraju. Piesi tłoczą się nie tylko na chodnikach, ale i na drodze. Rodziny, matki z dziećmi, są wymijane przez rowerzystów, którzy nie bacząc na ruch jadą pod prąd. Spacerują też starsze, zadbane panie, które mówią o tym że zorganizują sobie w pokoju imprezę z dobrym alkoholem i jedzeniem, a wieczorem będzie potańcówka. I wogóle to one przyjechały tu „dobrze się zabawić”. Pełne ręce roboty ma policja, nakładająca mandaty na właścicieli samochodów, którzy zaparkowali w niewłaściwym miejscu.

W zatłoczonych kawiarniach i lokalach natknąć się można nie tylko na osoby konsumujące jedzenie czy lody. Widać, że czasem ktoś przesadził z kolejnym kubkiem piwa. Jeden z takich delikwentów, mówi zirytowany do kolegi: Gdzie ta kelnerka? Ma mi tu przynieść piwo! Gdzie moje piwo, kobieto?!

Dookoła ruch, gwar, pełno straganów i namiotów z ubraniami, obsługiwanych przez młodych ludzi, na ogół studentów. Czy faktycznie w nadmorskich miejscowościach jest drogo i słynne, krążące w sieci „paragony grozy” to rzeczywistość? Za jajecznicę zapłacimy na przykład 8 zł, danie obiadowe można zjeść za 30 zł. Piwo to koszt 6 zł. Według badań „Eurostatu” ceny w polskich hotelach i restauracjach nie są zatrważające, o wiele drożej płaci się np. w krajach „starej Unii”. – Ludzie narzekają, że ceny są wyższe niż w zeszłym roku i jest według nich drożej. – opowiada Józef Kokłowski, zarządzający jednym z sarbinowskich hoteli.Nie zmienia to faktu, że turyści nad Bałtyk przyjeżdżać chcą. W chwili obecnej mamy dwa razy więcej chętnych, niż wolnych miejsc, biorąc pod uwagę obłożenie wymagane w związku z koronawirusem. Goście przyjeżdżają z całej Polski, mając już dość siedzenia w domu i ograniczeń, chcą nacieszyć się morzem i plażą. Rozwojowi polskiej turystyki sprzyja niewątpliwie bon turystyczny. Niektórzy przyjeżdżają na weekend, do tego osoby, które zadeklarowały że są zaszczepione przeciw COVID-19 to 50% naszych gości.

Pojawienie się turystów to także duże obłożenie supermarketów. W Mielnie częstym widokiem są młodzi ludzie podjeżdżający pod kasy wózkami załadowanymi różnymi rodzajami alkoholi. Ponadto Mielno nadal toczy walkę ze szpecącymi tą miejscowość reklamami i straganami. Konflikt wywołał miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, ograniczający możliwość handlu w na głównej ulicy Mielna. Gmina uruchomiła też w sieci akcję „Odkłamujemy Bałtyk” , aby pokazać że nie wszystko co mówi się o wypoczynku nad morzem jest prawdą. Wszyscy nad morzem oczekują więc turystów i szykują się na sezon w pełni, wszak już po zakończeniu roku szkolnego.

Turysta nad morzem

Polacy wybierają pobyt nad morzem, czy w górach również dlatego, że nie wiąże się to z całym zamieszaniem, związanym ze szczepieniem, paszportami covidowymi i weryfikacją stanu zdrowia.

Główny Urząd Statystyczny pod koniec ubiegłego roku opublikował raport pt. „Turystyczne obiekty noclegowe na obszarach nadmorskich w lipcu i sierpniu 2020 r.”. Wówczas nad polskim morzem wakacje spędzało 1,5 mln turystów, którzy skorzystali z ponad 7 mln noclegów. Niestety, dało się odczuć wpływ pandemii i w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, liczba turystów była mniejsza o ponad 14 procent, a liczba udzielonych noclegów o ponad 18 procent.

Wygląda jednak na to, że ten sezon będzie owocny zarówno pod względem frekwencji jak i zysku dla osób zajmujących się branżą turystyczną. Oczywiście przyjezdni chcąc wynająć kwaterę prywatną narzekają i marudzą przez telefon. A to za drogo, a to się jeszcze zastanowią, a to proszą o rezerwację… Zawsze można też wypocząć inaczej. W Chłopach można na przykład wynająć przyczepę kempingową typu holenderskiego z pełnym wyposażeniem i być panem swego czasu i losu. Chętnych ponoć nie brakuje. Co bardziej przedsiębiorczy budują też nad morzem domy mieszkalne, kupują apartamenty pod wynajem albo stawiają domki letniskowe.

Nadmorską turystykę „nakręca” wspomniany już wcześniej bon turystyczny. ZUS wydał już ponad 1,6 mln bonów o łącznej wartości prawie 1,5 mld zł. Beneficjenci wykonali blisko 550 tys. płatności bonami (wartość bonu to 500 zł) na kwotę prawie 400 mln zł. W województwie zachodniopomorskim wydano już 81 tys. bonów turystycznych.

Tomasz Wojciechowski

Foto: Małgorzata Pietras

Registration disabled