Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Wojownik ninja spod Koszalina


NINJA WARRIOR I ODC 4 1501 KSZ 9282 fot KrystianSzczesny1
Damian Zaorski jest człowiekiem wszechstronnym. To nie tylko przedsiębiorca i sportsmen, ale też miłośnik armwrestlingu, nie stroniący od nowych wyzwań. Ostatnio brał udział w niezwykle popularnym programie telewizyjnym „Ninja Warrior”. W rozmowie opowiada nam o swoich wrażeniach z tym związanych.

– „Ninja Warrior”- dlaczego akurat tam?
– Program „Ninja Warrior” pamiętam jeszcze z czasów, kiedy byłem dużo młodszym mężczyzną i zawsze imponowali mi wysportowani ludzie. Dlatego od dziecka uprawiam różnego rodzaju sporty, cały czas szukając wyzwań. Gdy ukazała się informacja o polskiej edycji, nie zastanawiałem się nawet sekundy i od razu wysłałem zgłoszenie. I tak, przechodząc kilka etapów eliminacji, znalazłem się w finałach I polskiej edycji.

– I Jak się Pan do tego przygotowywał?
– Przygotowywałem się trenując na sali do crossfitu, biegałem i oczywiście schudłem kilka kilogramów, by być lżejszym. Bo pokonywanie przeszkód w „Ninja..” w dużej mierze opiera się na sile palców i rąk.
– A same nagrania?
– Nagrania, jak to w telewizji, trwały i trwały i trwały cały dzień. Od rana do wieczora. Było to więc bardzo męczące doświadczenie nie tylko pod względem fizycznym, ale też mentalnym. Zbudowany tor przeszkód był imponujący, a samo jego pokonanie to był szczyt wszelkiego rodzaju bodźców. Nigdy jeszcze nie byłem poddany takiej ilości działań, które wywoływały określone emocje. Stres był ogromny. Dopingująca publiczność, moja rodzina, światła, kamery i sami prowadzący oraz świadomość, że oglądają cię miliony ludzi przed TV też zrobiło swoje. Reasumując, było to cudowne przeżycie i doświadczenie, którego nikt mi nie zabierze, a które już przynosi pozytywne skutki.

NINJA WARRIOR I ODC 4 1503 KSZ 9287 fot KrystianSzczesny2– Najtrudniejsze tam było…?
– Najtrudniejsze było pokonanie stresu, który niestety spowodował bardzo szybkie zmęczenie mięśni. Przez to popełniłem błąd tracąc na jednej z przeszkód płynność ruchów i w konsekwencji skończyło się to upadkiem do wody (śmiech).
– Przeszkody same w sobie były trudne, czy raczej zbalansowane? Ważniejszy był spryt czy siła?
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że były łatwe. By je pokonać trzeba być osobą wysportowaną, ale najważniejszy jednak nie był ani spryt, ani siła. Najważniejsza była umiejętność radzenie sobie ze stresem.
Co dał Panu udział w programie? Było warto?
– Co tam mi udział w programie? Po pierwsze chciałem opowiedzieć historię naszego syna, Dominika, i to zrobiłem. Jako jeden z 25 zawodników zostałem wybrany do nagrania naszej historii, którą Polsat pokazał przed moim startem. Po drugie nabrałem doświadczenia w kontakcie w kamerą. Poznałem bardzo ciekawych ludzi i miałem okazję sprawdzić się z najbardziej sprawnym zawodnikami w kraju. Dodam, że byłem jednym z najstarszym zawodników, a wielu z nich pokonałem.

NINJA WARRIOR I ODC 4 1507 KSZ 9294 fot KrystianSzczesny3– Wzór mężczyzny to dla Pana..?
– Dla mnie wzorem mężczyzny jest facet, który z jednej strony jest twardy i nie boi się wyzwań, a z drugiej strony potrafi uronić łzę, posprzątać w domu, ugotować obiad i wyprasować. To facet, który nigdy się nie poddaje i potrafi wyciągnąć wnioski, przeprosić i przyznać się do błędu. To facet, który dba o rodzinę, dla którego rodzina jest najważniejsza.
– To na zakończenie jeszcze kilka słów o pasji do armwrestlingu i o Mistrzostwach Polski w tej dyscyplinie. Skąd taka popularność tej dyscypliny?
– Armwrestling jest coraz bardziej popularnym sportem. To po prostu sport walki, który wymaga od zawodnika pełnego zaangażowania w trening i walkę przy stole. Nie trzeba być najsilniejszym by wygrywać, ponieważ oprócz siły niezbędna jest technika i doświadczenie. Jestem w zarządzie Klubu sportowego UKS16 i jako klub otrzymaliśmy prawo organizacji XX Mistrzostw Polski, które jednocześnie są eliminacjami do Mistrzostw Europy i Świata. Koszalin i nasz klub został wyróżniony przez FAP, czyli Polska Federację Armwrestlingu, a moim osobistym marzeniem jest, by te zawody były najlepszymi w całej dotychczasowej historii MP w Polsce. Zakochałem się w tym sporcie i od dwóch lat trenuję go wspólnie w moim synem, Dominikiem, który jest jednym z najlepszym zawodników w swojej kategorii w kraju i na świecie. To kolejne wyzwanie, któremu chcę podołać, a które powoduje, że spędzam z moim synem dużo czasu, ponieważ razem trenujemy. To coś, czego w żaden sposób nie można wycenić. Jeśli chodzi o MP to mamy pełne wsparcie Piotra Jedlińskiego, Prezydenta Koszalina, oraz Tomasza Sobieraja, wicemarszałka naszego województwa.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Foto: Krystian Szczęsny

Registration disabled